Założyłam spodnie, nie lubię spodni, ale w tych wyglądam nawet ładnie. Oddycham głęboko, nie przestając się uśmiechać. Poprawiam włosy i wybiegam w podskokach na klatkę schodową. Kicam ze schodów, zadowolona, prawie nie dotykając stopami stopnii. Cała podróż w dół nie trwa dłużej, niż 2-3 minuty, 3cie piętro to wcale nie tak daleko, jak się pędzi na złamanie karku. Swojego nie złamałam, choć zaliczyłam kilka potknięć- wiadomo, jak to w życiu. W ciągu tych 3 minut zdarzyłam wymyślić 6000 scenariuszy naszej rozmowy, a każdy z nich zza bardzo mnie ekscytował. Wybiegłam więc z tej klatki z głową pełną słów, z piersią pełną drgań i z uśmiechem od ucha, do wnętrza duszy. Siedziałeś tyłem na schodach i odwróciłeś się na moje trochę za głośne “Cześć!!!”. Uśmiechnąłeś się lekko, ale tylko ustami. Twoje oczy jak zwykle wyglądały jak dwa ogromne oceany rozpaczy. Szybciutko więc wszystkie swoje scenariusze wyrzuciłam do zmyślonego kosza i usiadłam obok ciebie na zimnym kamieniu.
-Co tam?- powiedziałam już o wiele, wiele ciszej. A ty zacząłeś opowiadać, mówić wolno, cicho, z pauzami, dużo mówić ciszą, całkiem dużo- jak na siebie- słowem, ale oceany wciąż pozostały niewzruszone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz